Dramy

Czego się spodziewać po azjatyckich serialach?

Jeśli chcesz dać szansę azjatyckim serialom, ale nie wiesz czego się spodziewać, to specjalnie dla Ciebie przygotowałam kilka wskazówek (moje osobiste uwagi dla totalnie niewtajemniczonych).

1.Kultura
To całkiem inny świat! Rządzi się swoimi prawami, jak np. sposób zwracania się ludzi do siebie nawzajem w zależności od wieku, płci i pozycji społecznej. Na początku człowiek głupieje, ale z czasem łapie co i jak. Najtrudniej jest z dramami koreańskim, bo tam różnorodność honoryfikatów wprowadza w lekkie osłupienie, np.

Noona – starsza koleżanka lub starsza siostra dla chłopaka
Hyung – starszy kolega lub starszy brat dla chłopaka

Unni – starsza koleżanka lub starsza siostra dla dziewczyny
Oppa – straszy chłopak lub starszy brat dla dziewczyny (lub jej osobisty chłopak)

Sunbae – starszy kolega z branży lub ktoś wyższy stopniem w pracy
Hoobae – młodsi koledzy z branży lub ktoś o niższym stopniu w pracy

Ajumma – starsza kobieta
Ajussi – starszy mężczyzna

2.Język.
Trzeba się przyzwyczaić do innej melodii języka. Z językiem japońskim byłam oswojona poprzez anime, z koreańskim jakoś łatwo poszło, ale z chińskim (lub tajwańskim) było już słabo. Nie mogłam się przyzwyczaić do tego języka przez kilka odcinków, uszy bolały od tego szurania.

3.Imiona.
Zwłaszcza te koreańskie mnie dobijają. Są dość charakterystyczne i najczęściej trzyczłonowe. Nawet teraz, po tak długim oglądaniu koreańskich dram, często mam problem z zapamiętaniem, który bohater jak ma na imię, zwłaszcza na początku serii. Czasem mnie to frustruje.

4.Schematy.
Bez nich dramy nie byłyby dramami. Większość fanów kocha te schematy. Najwięcej ich oczywiście w dramach romantycznych np. noszenie dziewczyn na barana, przypadkowe pocałunki, trójkąty miłosne, nieznośne teściowe, długie romantyczne spojrzenia bohaterów itp. Oczywiście są dramy, gdzie ilość schematów jest ograniczona do minimum.

5.Powściągliwe okazywanie sobie uczuć.
Duża odmiana po tych wszystkich zachodnich produkcjach ociekających seksem. Pocałunki są naprawdę starannie dozowane widzowi, rzadko też są to pocałunki namiętne (są oczywiście wyjątki). W niektórych dramach nie ma ani jednego pocałunku, a między bohaterami iskrzy jak na Sylwestra.

6.Logika.
Czasem jej brak w zachowaniu bohaterów. Tak naprawdę zasiadając do niektórych dram warto czasem wyłączyć logikę dla świętego spokoju i lepszej zabawy.

7.Długość.
Średnia długość serii koreańskich i tajwańskich to 16-20 odc. a japońskich to często 11. Każdy odcinek trwa około 60 minut. Zdarzają się mini dramy, które potrafią mieć tylko kilka odcinków trwających czasem po 10 czy 30 minut każdy. Są również takie familijne seriale, które potrafią mieć po kilkadziesiąt odcinków. Dużym plusem jest jeszcze to, że rzadko kiedy tworzone są kolejne sezony, nawet popularnych serii (niekończące się sezony amerykańskich seriali mnie dobijają).

8.Uzależnienie.
Łatwo się uzależnić od tych seriali. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, że ciągle chce więcej i więcej. Krótkie serie i ogromny wybór gatunków i historii tylko pogarszają sprawę i zaostrzają apetyt.

9.Kompleksy
Niestety oglądając głównie koreańskie produkcje można nabawić się kompleksów. Kobiety są szczupłe, piękne, a ich cera gładka i świetlista. Mężczyznom też niczego nie brakuje. Jest na co popatrzeć:)

10.Jak zacząć. Co wybrać na pierwszy ogień.
Po pierwsze warto zacząć od jakiejś krótkiej dramy, aby zrozumieć klimat tych seriali i przy okazji zaoszczędzić trochę na czasie. Są mini dramy, web-dramy i tzw. Drama Special, które produkuje stacja KBS. Są to różne krótkie historie trwające około 1 lub 2 godzin. Na początek polecam trzy tytuły:

„Page Turner” (3 odcinki po ok. 60 min.)

Historia genialnej młodej pianistki Yoon Yoo-seul, która po wypadku samochodowym traci wzrok. Musi na nowo nauczyć się życia i odnaleźć utraconą radość z grania.  Pomaga jej w tym młody sportowiec Cha-Sik, który zrezygnował ze sportu po kontuzji i musiał znaleźć nowy cel w życiu. Świetna drama o marzeniach i przyjaźni.

 „Gogh the starry night” (20 odc. po ok. 20 minut )

Go Ho ciężko pracuje w agencji reklamowej. Niestety jej wredny szef jej nie docenia. Kiedy zostaje przeniesiona do innego zespołu jest przeszczęśliwa. Jej radość nie trwała jednak długo, ponieważ nowym szefem okazuje się być jej były chłopak, który z nią zerwał. Moja ulubiona drama komediowa. Oglądałam ją chyba z 10 razy.

„Bing goo” (2 odcinki po ok. 60 minut)

Go Man Soo żyje sobie spokojnie w 1979 roku. Jest biednym artystą zakochanym w bardzo chorej dziewczynie. Pewnego dnia Man Soo niespodziewanie zamarza na 37 lat. Budzi się w całkowicie odmienionym kraju. Jego głównym celem staje się znalezienie informacji o ukochanej. Pomaga mu przypadkiem spotkana Jang Ha-Da. Przeurocza drama.

 

16 Comment

    1. Zawsze zachęcam do obejrzenia chociaż jednego serialu, aby wyrobić sobie swoje zdanie. Wiadomo, nie każdemu muszą się podobać, ale zawsze warto spróbować.

  1. Hm, o różnych serialach już słyszałam, ale te azjatyckie to dla mnie kosmos. Ale chociaż ze względu na kulturową przepaść obejrzenie jednego może byc ciekawym eksperymentem. Ten ostatni wydaje się ciekawy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *